O tym jak nie ogarnialiśmy rozszerzania diety

   


To oczywiste, że nadszedł TEN dzień, gdy mleko już przestało wystarczać. Nawet nie chodziło o to, że zrobiła się "woda" (Jezus zamienił wodę w wino a Matka mleko w wodę?...). Pewnego dnia, Jakub  przestał po prostu obserwować i złapał za chlebek leżący na talerzu mamy i... do buzi. Jeśli to twoje pierwsze takie doświadczenie, jesteś w euforii! Już? to Już?! Nareszcie!

Przygotowywałam się do tego dnia cały... miesiąc! Tak miesiąc. Wiedziałam, że mam karmić tylko(!) mlekiem, przez pierwsze 6 miesięcy życia. Tyle było na głowie więc postanowiłam wiedzę tajemną "o karmieniu jedzeniem" zostawić sobie na "ostatnią chwilę", aby to, na co mam jeszcze czas, by zamienić w praktykę, nie zaśmiecało mi głowy.

Nie wiedziałam, że będę niczym Lewandowska karmić "bez cukru", jakieś dziwne przepisy: zamiast mleka to, zamiast cukru tamto i jeszcze inne owamto. Wcześniej się z tego śmiałam, jak tak można jeść, żyć, czuć się dobrze..? Po raz kolejny w swoim życiu dowiedziałam się jak mało wiem. Byłam jedynie pewna, co do tego, iż nie będzie korzystania z gotowców i będę gotować sama, "dorzucając tę ekstra marchewkę do zupy"...

Nie wiem już, w którym momencie trafiłam na blw. Było to na pewno jeszcze przed ukończeniem przez Kubę 5 miesięcy, zapisałam to sobie gdzieś na skrawku kartki, by wrócić do tematu o czasie. Gdy zbliżał się 5 miesiąc, wyczytałam informację o "Bobas lubi wybór" (Gill RapleyTracey Murkett), kupiłam książkę i... przeczytałam ja w dwa dni!, wykorzystując drzemki syna.

Po lekturze nabrałam pewności, że tak to nasza droga. Pozostało mi przegadać sprawę z mężem. Był tak samo zdziwiony jak ja, rozszerzanie diety miało wyglądać zupełnie inaczej. "Starannie" się do tego przygotowaliśmy. W piwnicy stały słoiki z musem jabłkowym, kompoty (z cukrem!), w kuchni wyciskarka do soków, blender ręczny, kubek niekapek... serio? Co ja miałam w głowie? Historie mam, babć, ciotek, koleżanek... po raz kolejny odkąd mam dziecko i po raz pierwszy tak rygorystycznie pozostaliśmy głusi na relację i rady, tych co to już dzieci odchowali (5, 10, 30, 50! lat temu). Świat idzie na przód, a blw nie jest znane "od wczoraj".

Wzięliśmy się do nauki. Ja jako "kucharka domowa" dodatkowo miałam głowę i ręce pełne roboty. Wkrótce wiedzą zaczęłam "dorównywać" bratu- dietetykowi, który z kolei o blw dowiedział się ode mnie. Rozszerzanie diety dziecka to... nie ekstra marchewka w zupie!!!

Jeszcze wybór krzesełka i... zaczynamy! Jak to wyglądało i się rozwija? Czytaj w "Z dziennika: Jakubowe BLW".

Kiedy Wy mieliście TEN moment, że dziecko chciało już jeść? Co było pierwszym posiłkiem?

Komentarze

Popularne posty