Z dziennika: Jakubowe BLW- Początek


Na początku listopada Jakub skończył 6 miesięcy. Tydzień przed tym, zaczęła się nasza przygoda z BLW. Stało się to... nagle! Do tej pory obserwował nas gdy jedliśmy np. śniadanie. Zazwyczaj w tym czasie leżał (co miał robić?), ale znudziło mu się i sadzałam go sobie na kolanach. Gdy tak sobie siedział, przypatrując się nam, zauważyłam, że udaje żucie. Po paru dniach, właśnie na tydzień przed 6 miesiącem, po prostu zabrał jedzenie z mojego talerza i do buzi. Oderwałam skórkę chleba i wziął ją do rączki i zaczął... ssać.

Od tego dnia co rano dostawał kromkę chleba do naszego śniadania, by go przetrzymać. Głównie ją ssał i rozrywał na małe okruszynki... Kuba nie siadał jeszcze wtedy samodzielnie. Siedział oparty, ale staraliśmy się nie sadzać go tak na dłużej, by próbując się podnosić, dobrze wyćwiczył mięśnie. Czekaliśmy na krzesełko do karmienia. Pierwszy posiłek z niego zjadł 27.10. a była to... kaszka manna... jadł sam! Nakładałam mu na łyżeczkę, którą prowadził sobie do buzi (nie zawsze trafiał idealnie), taplał łapką w miseczce, rozmazywał na blacie. Kaszkę mannę zna z... próby glutenowej (tak, nie trzeba jej przeprowadzać). 

Po tym były:

Pierwszy dzień: brokuł (dotknął, possał, rozgniatał w rączce) i marchewka (nie był nią zainteresowany).


Drugi dzień: ziemniak (posmakował i było okej) i brokuł (jak dzień wcześniej).


Trzeci dzień: dynia (posmakował) i brokuł (nie tknął). 

Czwartego dnia już nie pisałam co dostał, bo niczego nie ruszył. Bardziej się temu przyglądał, a ja... złamałam "zasady" blw i "pomogłam" mu. Jak? Podsunęłam pod nos do powąchania i do buzi by... polizał. Niby nic wielkiego, ale nie o to chodziło. Po kolejnych 3 dniach przygotowań jak do świąt, i "pomaganiu", przypomniała mi się książka, którą tak pilnie studiowałam... I starałam się wyluzować! Co nie było takie łatwe, bo jak tu zachować spokój, będąc w euforii- mocno jarając się tym "rozszerzaniem" diety, gotując na parze, krojąc kawałki o "odpowiedniej" grubości i długości... a tu... bywa, że gostek nawet nie podniesie ręki, by dotknąć! Do tego kpiące pytania: "i co je?, ile już zjadł?, była dokładka?, bo pęknie... "


Reset! Tu chodzi o dziecko! To wszystko dla niego nowe. Musi się dowiedzieć o co tu chodzi z tym jedzeniem. Cierpliwość. I wyrozumiałość. I podawanie po dwa/trzy ugotowane na parze warzywka. Bywało różnie: raz próbował, raz trzymał, raz nie chciał tknąć, raz z łyżeczki (od początku- próby z glutenem, zabierał łyżeczkę i kierował ja sobie do buzi sam) raz ręką, często wypadało mu pod buzie a myślał, że zjadł.

Starałam się zachować spokój. W końcu to ma być rozszerzanie diety. Moje mleko do 12 miesiąca życia, ma być dla niego nadal podstawą żywieniową. 

08.11.18 Po 2 tyg przełom! i... zabawa konsystencją płatków jaglanych z musem jabłkowym (trwała max 5min). To najdłuższa styczność, jaką miał z jedzeniem, nawet coś do buzi trafiło. Wcześniej, najczęściej gdy ledwo usiedliśmy, już miał dość. 

Co do ilości produktów to zaszalałam!!! Tak się naczytałam o wprowadzaniu produktu nowego co 3-4 dni, zgadzałam się z tym, ma to sens, bo alergie... teoria teorią a praktyka praktyką i... zaszalałam. Może dlatego, że ani ja, ani mąż, ani nikt, kogo znamy z rodzin i najbliższych znajomych, nie ma na nic alergii (na pożywienie). 

Co podałam w ciągu, przypomnę, dwóch (!) tygodni, po co najmniej dwa razy? Oto LISTA:
brokuł, cukinia, ogórek, dynia- smakowało mu (wnoszę po kolejnych próbach smakowania ich)
- ziemniak, batat, marchewka, pietruszka- nie bardzo
- kalafior, awokado- posmakował i jakoś poszło


Zaczęłam od tych najmniej czy nieuczulających i po dwa naraz, bo... blw, czasem mu posmakował brokuł a marchewka nie, innego dnia cukinia a ziemniak nie, jak miał marchewkę i ziemniaka to chyba uznał, że z niego kpię... Dużo tego? To nie koniec!

Do tego jeszcze: kasza manna, jaglana, płatki jaglane i makaron posmakował, no i chleb, bo od tego się zaczęło.

Miałam też nie wprowadzać za szybko owoców, ale... też poszło: słodko- kwaśne jabłko i banan- słabo zainteresowany.

I...


Nawet mięso się znalazło! Kurczak- bardzo smakował.


Na pocieszenie (chyba samej siebie) owoc i mięso po tych dwóch tygodniach próbował po raz pierwszy. Jedno jest pewne, przesadziłam! Jak do tego doszłam, że to za dużo na raz? Koleżanka, która też próbowała blw, zapytała jak nam idzie i co Kuba już próbował. To zaczęłam wypisywać... 

Po raz kolejny musiałam się zresetować. BLW to nie metoda, sposób karmienia. BLW to przede wszystkim pewna filozofia. Im dalej w nią wchodzę (teraz już 3 miesiące za nami) tym bardziej jestem jej świadoma i... nadal się stopuję i resetuję, bo zdarza mi się zapomnieć.

Komentarze

Popularne posty