Człowiek to nie ssak!



Czy pominęłam jedną z lekcji biologii w szkole? Chyba, że to ewolucja pominęła nas, ludzi, z informacja, że "tak, oto od dziś kończymy z ssakowaniem, już nie należymy do tej grupy zwierząt, nie bawimy się w ssanie mleka matki, bo po co, tylko mleko zastępcze modyfikowane...". 

Nie, nie, nie! Nie mam nic przeciw karmieniu mlekiem modyfikowanym! Jeśli musisz/chcesz (w niektórych przypadkach to się uzupełnia), rób to. Nie chcę tutaj "zmuszać" nikogo do głodzenia dziecka. 

Jest tylko kilka rzeczy, które mnie denerwują, u niektórych matek (i nie tylko matek). Piszę to, bo jest pewien nurt kłamstw, powielanych już przez pokolenia, utrudniają one kobietom- młodym matkom życie. 

To już nie tylko one się wypowiadają w tej kwestii. Już i mężczyźni wiedzą lepiej! Też się łapałam, na kilka "prawd", powtarzanych najczęściej przez tych, którzy w ogóle nie mają pojęcia o czym mówią! ale teraz już wiem i... mówię stop! 

Nie zamierzam dłużej przytakiwać, by nie urazić, kogoś kto nie wie, czy się myli. Może następnym razem, zamiast chrzanić, popisze się "najnowszą wiedzą". I nie ma co tu patrzeć na wiek. Żadna przyjemność zwracać uwagę kobiecie w wieku naszych mam czy (jeszcze gorzej) babć. Jednak jaki mamy wybór? W milczeniu wysłuchać? Kłamstwa nie znikną w ten sposób. 

Jakie farmazony można usłyszeć? Proszę bardzo, to moja lista z ostatnich 10 miesięcy (kolejność przypadkowa):

- "karmienie mlekiem modyfikowanym jest bardziej wygodne"- (no oczywiście! że też u progu ery na to nie wpadli!) Usłyszane od matki, która przestała karmić w 4 miesiącu. Z ciekawości zapytałam, dlaczego?- bo tak wygodniej. Stwierdziła, że wszystkim. Zapewne! Nie mnie oceniać, proszę tylko zastanówmy się: komu wygodniej? Mężowi, który teraz też w nocy musi wstać przygotować mleko? Wam, myjącym butelki, kupującym mleko, smoczki, szczotki, ociekacze, czekającym na podgrzanie się wody? Dziecku plączącemu, bo nie rozumie, że przecież tak wygodniej, poczekać na to mleko? To Matce! jest wygodniej! I tylko jej. No chyba, że wyjęcie piersi, nawet nie całej to taaaki! wysiłek.

Nie miałam mleka. czy Nagle mi się skończyło.- Różne przypadki się zdarzają. Oczywiście, jest stres, który to najczęściej wpływa na "brak mleka".

Skąd ten stres? Nie myślcie sobie, że nie wiem. Ten, który najczęściej na nas wpływa, doskonale rozumiem. Pytanie: karmisz? Piersią? I pewnie odpowiadanie jest tak samo stresujące dla każdej matki! Każda karmi!!! Nie ważne jak! Ale... są osoby- w zasadzie 98% osób- nie, Nie samych kobiet- osób. Dotyczy to większości ludzi, z którymi młoda matka ma kontakt- osoba, musi wiedzieć JAK karmi. I się okazuje, że wiedzą lepiej:

- już w szpitalu, lekarz(!) patrząc na małego ssaka, wiszącego na twojej piersi, mówi ci: "no wie pani, nic z tego karmienia nie będzie"- skąd on wie? Z doświadczenia? Nie. Ze studiów? Nie. I to, że nie wie tego, jak nie ze studiów i pracy, co jest złe, to najgorzej- pracuje na porodówce i Nie wie! Powie jedno zdanie. Nie pomoże. Nie poradzi. Nie da wsparcia.- unbelievable!

- ściskając sutek (jak to położne,które pomagają przy przystawieniu) mleko nie leci- myśl- nie leci, znaczy nie mam mleka!- jeszcze gorzej gdy twoją myśl ktoś wypowie na głos- to nie prawda, nic tak nie stymuluje laktacji, jak ssanie, a naciskając tak brodawkę sutka, mleko wcale nie musi polecieć i to nie znaczy, że go nie ma.

- od każdej(!) matki słyszysz- "on to chyba głodny jest"- nic to, że dopiero! Przestałaś karmić i może to nie głód a niepokój, bo jakaś baba gada mu nad głową!

- "głodny jest"- jeszcze gorzej gdy za tymi matkami zaczynają tak powtarzać wszyscy w okół, bo słysząc porady "doświadczonych matek" myślą, że tak jest.

- "źle przystawiasz"- a co konkretnie robię źle? hm.. może to moje dziecko i ja! my! musimy się nauczyć i potrzebujemy na to praktyki i czasu... nie komentarzy.

- sąsiadka(!) wie lepiej, że karmić zaraz przestanę, bo ONA też(?) nie miała mleka, a swojej synowej też już poradziła, by na mm przeszła, bo jej wnuczek się na pewno nie najada, i pediatra też jej to powiedział...- cóż...

- "karmienie piersią? Za dużo internetów się naczytałaś"...- Hafija dzięki, że jesteś!

- "nie było mleka, to nie mogłam zagłodzić- tak po 2 dniach dałam mm, doradca? Zanim bym znalazła, z reszta to już za późno(!) było, bo już mleka nie było i laktacja padła"- po dwóch dniach? Jeszcze laktacja się nie zdążyła rozkręcić.

- "kazali dokarmiać/dopajać kleikiem/ herbatką/wodą z cukrem..."- tak jakieś 30 czy 55 lat! Temu!!!

- "jeszcze karmisz? Po pół roku to już woda"- o Dżizas!

- "jeszcze karmisz? Jak długo zamierzasz? No, no! nie za długo, bo później dziecko będzie co chwile przychodzić i publicznie podnosić ci bluzkę, a to: zboczone, nie wypada, dziwnie wygląda, jak zwierzątko..."- i co tu takiej/takiemu odpowiedzieć? na myśl przychodzą mi tylko równie chamskie odzywki, "na odczepnego", których odpowiedzi mnie nie interesują. Skąd to pragnienie wiedzy o moich i mojego dziecka sprawach...?

- "gryzie? Ugryzł cię już? Poczekaj na ząbki..."- najczęściej słyszane od mężczyzn... zawsze się zastanawiam dlaczego pada to pytanie? odpowiedź ich podnieca? czy o co chodzi?

i wreszcie:
- "Nie mogłam karmić..."- i tu tysiąc historii... historii kobiet oczekujących zrozumienia, współczucia... I tak. Mam. I jedno i drugie. Rozumiem, że nie mogłaś znieść bólu- tak też go czułam, przez ponad tydzień, naprawdę myślałam, że nie dam rady ani dnia dłużej, ani jedno karmienie więcej. Współczuję ci, że nie miałaś wsparcia wśród najbliższych albo wiedzy, czy "nasłuchałaś się" i zwątpiłaś. Może twoje hormony tak szalały, że straciłaś
wiarę, rozum, motywację? Ale! to słaba kondycja psychiczna czy presja otoczenia są powodem, przez który przestałaś/nie próbowałaś karmić- nie! "nie mogłam, bo..." nawet nie potrafisz tego wytłumaczyć. Tak, zdarzają się medyczne przypadki (jakieś 4% wszystkich kobiet), które z różnych powodów nie mogą karmić i one, jeśli to czytają, nie obrażą się na te stwierdzenia. Proszę skończmy z usprawiedliwianiem się i nazywajmy rzeczy po imieniu! Tak, chcę wiedzieć (jeśli już mi o tym mówisz), że nie karmisz, bo teściowa/lekarz/mama/koleżanka... wywierali na tobie presję, z którą nie potrafiłaś sobie poradzić- to jest prawdziwy powód do współczucia. I zrozumienia również. Nie wierzysz? Przeczytaj tekst raz jeszcze.

Wiecznie czyta się o stygmatyzowaniu matek karmiących mlekiem modyfikowanym. W około siebie, w realu raczej widzę na odwrót. Plus to pytanie jak się karmi i opowiastki jak to się nie karmiło, bo.. i że nie było mleka i że nie mogła, .. eh... trzeba raz na zawsze te kłamstwa koncernów zamknąć. Koleżance w ciąży powiedzieć, że da radę. Kobiecie na laktacyjnym zakręcie poradzić doradcę czy konsultanta laktacyjnego. Ewentualnie kobietę, która początek karmienia naturalnego (z sukcesem) ma już za sobą i podzieli się swoją wiedzą, doświadczeniami, da wsparcie. Sama takie dostałam i to od koleżanki, która nie miała kolorowego mlecznego początku. To ona też mi poleciła Hafiję do poczytania. I to informacja stamtąd o tym, że kobieta może karmić i wykarmić swoje dziecko, było przeze mnie powtarzane jak mantra.

To karmienie piersią jest NATURALNE? Jesteśmy SSAKAMI?
Jakie są Wasze doświadczenia? Mamy karmiące mm, jak to się stało? Jestem ciekawa Waszych historii.

Zdjęcie Daria Rudyk od Unsplash

Komentarze

  1. Ja przez pierwsze pół roku karmiłam synka piersią. Z czasem po prostu miałam coraz mniej mleka w piersiach, poza tym młody w wieku 4 miesięcy miał pierwsze 4 zęby i strasznie mnie podgryzał przy karmieniach, co było bolesne... Kiedy jeszcze byłam z nim w domu to walczyłam o utrzymanie laktacji, ale akurat kiedy miał pół roku to wróciłam do szkoły (2 klasa liceum) i z czasem okazało się, że nawet odciąganie programu jest tam dla mnie problemem, więc zupełnie się poddałam i przeszłam na mleko modyfikowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już czytając jeden z postów na Twoim blogu, wiem, że szybko zostałaś mamą. Karmię już (dopiero?) 10 miesięcy i tak jak inne tak długo karmiące mamy wiem, że są pewne etapy cięższe, np. właśnie ok 4 miesiąca, 6 miesiąca, 8 miesiąca... (przynajmniej u mnie) gdy dziecko bardziej intensywnie rośnie czy ma skok rozwojowy czy ząbkuje... ał! Te zęby!!! Wiele tych i innych bolesnych mniej lub bardziej momentów za mną i innymi mamami. Wiemy już, że mleka nie może być za mało, jest ono produkowane na bieżąo (info od Hafiji, ale są i inne źródła oczywiście). Bardziej zastanawia mnie jak to było: nie miałaś wsparcia, doradcy- takiego, który prawdę powie- nie straszy, presja szkoły? Wiele lat minęło więc może z perspektywy czasu mogłabyś określić powód:)

      Usuń
  2. Temat karmienia to temat rzeka. Można byłoby pisać i pisać.. Ile kobiet, tyle zdań, opinii i swoich widzi mi się. Ja bardzo chcę karmić piersią i będę robiła wszystko by karmić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamą nie jestem i raczej prędko (o ile w ogóle) nią nie zostanę. Ale patrząc po koleżankach, które mają dziecko/dzieci, widzę, jak pod ogromną presją się znajdują. Pamiętam, jak jedna prawie popadła w depresję, bo z różnych powodów nie miała mleka i musiała przejść na to modyfikowane. Czuła się gorsza, czuła, że nie wywiązuje się z roli matki. I oczywiście pewnie napiszesz, że w opisanej sytuacji stres pogłębił stan braku pokarmu. Ale czy z tego powodu jakakolwiek kobieta powinna się czuć źle? Absolutnie nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co dokładnie miało wpływ, właśnie chodzi mi o to by znaleźć i nazwać powody i by o konkretnych powodach mówić. Presja, by może ją podawać za powód. Zanim zostałam matką, nie widziałam jej aż tak bardzo, teraz widzę, że "karmienie" to tylko początek... co do uczucia bycia gorszą, nie wywiązania się ze swojego obowiązku... Nie wiem czy każda mama tak ma, ale w pierwszych miesiącach życia dziecka, ta myśl prześladowała mnie nie raz, z różnych powodów.

      Usuń
  4. A propo ogladalam wczoraj w TTV jak matka oszczedza i pije swoje wlasne mleko..no jakoś nie mogę tego przetrawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej! Nie wyobrażam sobie takiego schematu...

      Usuń
  5. Temat rzeka, jak dobrze że to już jest poza moja strefa zainteresowana, choć nie. Dotyczy mnie, ale tylko w temacie ,,karmienia w restauracji".
    😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat rzeka.. Ja karmiłam piersią tylko 3 tygodnie.. poddałam się. Nie miałam pomocy, jeśli chodzi o karmienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za szczerość. Pomoc. Tak jest potrzebna w dzisiejszym świecie

      Usuń
  7. Różnie w tym życiu bywa. Ale przyznaję, trzeba mieć twarda dupę, żeby karmić piersią, gdy wokół sami znawcy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja akurat karmiłam KPI. Każda mama karmi tak, jak jest najlepiej dla niej i dla dziecka. Jak masz ochotę poznać całą historię jak pisałaś na końcu, zapraszam do siebie. Niedawno właśnie wszystko opisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koment poszedł pod Twoim postem- szacunek:)

      Usuń
    2. Widziałam, dzięki. KPI to kawał ciężkiej pracy, warto mówić o tym, że tak też się da karmić i jest to jeden ze sposobów. Nie zawsze da się niestety bezpośrednio z piersi.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty