Jak dotykać dziecko


Zastanawiałam się już jakiś czas, czy dodać ten post. Może wydziwiam, przesadzam albo najgorsze już za nami, bo od 2 tygodni nic się nie wydarzyło i emocje opadły. Cholera nie! Przy trzeciej! odpędzanej osobie, tylko dziś! gdy cała aż się trzęsłam z delikatnie mówiąc wkurzenia- mówię stop! Niech idzie w świat!

Zanim weszłam w świat mam, dość rzadko dane mi było przebywać pośród dzieci. Różne są powody, dla których tak było, jednak główny to taki, że większość z naszych znajomych nie było czy do tej pory nie jest rodzicami. W ostatnich latach, zaledwie kilka razy przebywałam w towarzystwie dzieci, widziałam niemowlę czy kilkulatka dawno nie widzianych koleżanek. Nie miałam też nie tyle może chęci, co odruchu, na dotykanie. Rodzice z wyjątkiem jednej osoby, nie namawiały swoich pociech na fizyczny kontakt ze mną. Same dzieci się do tego też nie garnęły, nad czym wtedy się nie zastanawiałam i w żaden sposób mnie to nie krzywdziło.

Dopiero jak zostałam mama to się zaczęło! Od razu piszę, że dwie moje koleżanki, które mniej więcej w tym samym czasie zostały mamami, były zaskoczone i samym moim problemem jak i częstotliwością. One ani, Ani razu! się nie spotkały z taką sytuacją, w czasie gdy o tym rozmawiałyśmy. Dlaczego mnie to spotyka! Pytam siebie do tej pory. Moje dziecko jest taaaakie wspaniałe, działa jak lep? Mam suuuper wózek? Magnes? Może to ja wzbudzam zaufanie? Litość? Wyglądam na naiwna, bezbronną? Cholera wie, co przyciąga tych wszystkich Obcych ludzi. Zacznę jednak od początku. 

Jeszcze będąc w ciąży, naczytałam się o myciu rąk, zanim dotknie się noworodka, co przyjęłam za oczywistą oczywistość Jak też to, że to mycie rąk potrwa dłużej i w zasadzie nie jest jakąś "nowością", fanaberią. Wszystkie sąsiadki, które znam prawie całe swoje życie- mamy sprzed 30-40 lat zatrzymywały ręce w pół ruchu i z wisząca ręką mówiły coś w stylu: "wiem, że nie można" albo "mogę tylko stópkę przez skarpetkę"? Mycie rąk, ale i dotykanie czy nie dotykanie było dla nich oczywiste. 

Byli też goście, spieszący niczym 3 królowie, by zobaczyć najmłodszego członka rodziny. Po wejściu, kierowali się bez słowa zachęty do łazienki a i tak nie każdy później dotykał dziecko bardziej, niż np. rękę przez rękaw. Tu wyjątek stanowił mój teść, który na pierwsze odwiedziny, z braku oficjalnego zaproszenia wysłanego listem poleconym i fanfarami, zjawił się zobaczyć wnuka po 3 miesiącach. Kto zna mojego teścia, ten wie jak trudnym typem jest. Potwierdził to w momencie, gdy chciał wziąć na ręce moje dziecko. Oburzeniom nie było końca! na prośbę o umycie rąk. Fanaberia! Jego żona niby nam przytakiwała, ale sama nie podreptała za mężem. Pomyślałam pewnie nie zechce dotykać, bo i po co- obca. A tu nagle tekst teścia: idź do baby... I próbuje wręczać dziecko swojej żonie. Na zaproponowana tetrę, zanim przyjdzie dziecko na ręce, teść też kręcił nosem, bo co my z dzieckiem robimy, musi dostać bakterii i może od razu pod klosz. Cóż. 

Nie wiem jak Wy, ale raz pozwoliłam na wzięcie dziecka bez tetry i zapach pseudoperfum towarzyszył mi do wieczora, do kąpieli. Do tego każdy używa innych środków czystości, zbiera kurz, inaczej pachnie, inaczej dba o higienę. Nie chciałam też pobrudzić odświętnych strojów gości np. ulanym mlekiem. Z resztą każdy ze zrozumieniem, ale i zapałem zakładał barierę tetrową, by w końcu wziąć dziecko.

Później zdarzyła się podobna sytuacja u rodziny męża- na wsi to inne zwyczaje pomyślałam i nie zwróciłam uwagi, bo byliśmy nie pod swoim dachem. Nic się nie wydarzyło oczywiście. Nie było mega wysypki, chorób itd. Co nie zmienia faktu, że nie jestem w stanie skontrolować np. czy po wyjściu z wc były ręce myte (w dalszym ciągu nie każdy to robi, w szczególności panowie), czy nie tarmosił psa, co po podwórzu lata, czy banalnie, nie drapał się po dupie! I tych nie umytych ludzkich rąk pchanych w rączki i do twarzy mojego niemowlaka, nie jestem w stanie przeżyć. 

To pojedyncze przypadki powiesz. Tak. W dalszym ciągu na sugestie o mycie rąk, goście moich koleżanek, w najgorszym przypadku powiedzieli: a no tak. No dobra, przejdźmy do większego problemu. Obcy. Nie obcy jak żona mojego teścia, bo ona pół obca- znamy ją, jest jego żoną. Mówię tu o obcych, którzy z choinki się urwali! I to plaga. Nie pojedyncze przypadki.

Średnio raz na tydzień/ dwa, zdarza mi się sytuacja, gdy muszę bronić nietykalności dziecka. Pierwszy raz pamiętam jak przez mgłę. Szybka akcja, gdy z zaskoczenia, jedynie nieśmiało poprosiłam o nie dotykanie mojego 3 tygodniowego! dzieciaczka. Nikt, Nikt Nigdy Nigdzie nie uprzedził mnie, że taka sytuacja się może zdarzyć! Nie rozpamiętywałam jej za bardzo,  bo myślałam, że to jednorazowy przypadek... 

Zwykle się to zaczyna zaglądnięciem do wózka, wspomnieniem o wnuku, o tymi jak to ona kiedyś, o wnuku w drodze, o wózku jak było kiedyś czy dla wnuka... I łaps za rączkę, za nóżkę, czy raz w stronę buzi! I to był jedyny raz, gdy naruszyłam cielesność innej, z resztą wyjątkowo obrzydliwej kobiety, łapiąc ją za nadgarstek. Śmierdząca fajami baba, z wąsem, z brodawkami z włosami, do tego obrzydliwe żółte paznokcie które mam nadzieję ziemie orały, że to nie syf zbierający się latami. To była sytuacja numer 4. Zanim Kuba skończył 2! miesiąc życia! I ostatnia, na jakieś 6 miesięcy, sytuacja, gdy "pozwoliłam" być tak blisko dotknięcia. 

Później seria podobnych zdarzeń kończyła się często, ku oburzeniu obcych mi ludzi, ledwie po nachyleniu się do budki i dotknięciu jej na: "Tylko Nie dotykać". Nie ona nie chciała, nie ona nie miała zamiaru- zwykle odpowiadały kobiety , ale i mężczyźni, którzy już mieli ręce w połowie drogi. I tak, być może niektórzy, a nawet wszyscy (w co nie wierzę) mówili prawdę i chcieli... nie wiem, "papa" zrobić? 



Również miałam incydenty z przesuwaniem a raczej próbą przesuwania wózka. Nie, nie dlatego, że tarasował. Może ktoś chciał dotknąć, spróbować? Ja już odporna i "przyzwyczajona" do takich akcji, niby pies obronny, czekałam i oszczekiwałam wszystkich, którzy tylko spróbowali przełamać magiczną barierę nietykalności. Nawet zdarzyły mi się ze 3 tygodnie spokoju!! Jedne z ostatnich sytuacja z minionego miesiąca: 
- odwracam się na ułamek sekundy, dorzucając paczkę herbaty do worka i znów wzrok na dziecko... a tu jakaś baba trzyma go za rączkę! "Proszę mi nie dotykać dziecka!"- wysyczałam, na co pani: "a bo on się uśmiechał, to myślałam..." co? Co myślałaś? Że chce cię dotknąć, pójść na ręce? Może zostaniecie najlepszymi przyjaciółmi? Co myślałaś? Oczywiście nie zadałam tych pytań, chociaż jak o tym pomyślę, nadal się zastanawiam, co ona sobie k*^%# myślała? 
- kasjerka w innym sklepie, którą znamy z widzenia, próbująca nad taśmą się nachylić, by dotknąć rączki... tylko przesunęłam wózek, bo lubię tą panią i nie chciałam jej łajać. Kto pracował na kasie, ten wie co potrafi być na rękach po kilku godzinach... 
I mój hit! Hit bo reakcja pana nie była standardowa. 
- stojąc w kolejce do kasy (teraz tak myślę, że do licha 90% sytuacji spotyka mnie w kolejce- ludziom się chyba nudzi) kątem oka dostrzegłam jakiś ruch. Zdążyłam krzyknąć: "niech pan nie dotyka mojego dziecka!" Aż cała kolejka się na gostka obejrzała. Zdążył cofnąć rękę na mój krzyk. Zatrzymałam jego bezczelny paluch na centymetr! przed głowa! mojego dziecka! Pan próbując zabić mnie wzrokiem: wydukał: "chciałem tylko..." co tylko? Jakie tylko? Nie zadałam tych pytań. Niczym podczas walki czarodziejów z HP (kto oglądał, ten wie) odbiłam jego zabijający wzrok moim. "Panie to nie te czasy "- wypaliłam bez sensu trochę, bo byliśmy świeżo po lekturze Pinokia, którego to obcy ludzie całowali! "na zgodę". Pan jeszcze śmiał dodać, że "na jakich ludzi dziecko wychowam?"!

Niby nic takiego. Może sobie teraz myślisz: co ona temu dziecku robi? A może: postąpiłabym tak samo! 

Na jakich ludzi dziecko wychowam?  Pokieruję, poprowadzę, podpowiem: nikt kogo nie znasz nie może cię dotknąć. Nie daj się dotykać. Twoja granica twoje prawo. Ty decydujesz kto i jak może cię dotknąć. Umiejętność mówienia nie. I nie chodzi mi o życie seksualne nie nie nie. Chodzi mi o zwykle ot np. popychanie w sklepie, gdy nagle czujesz trzy paluchy wbite w twoje plecy czy pchniecie z bara, bo komuś języka zabrakło czy dobrych manier.

Nadal nie wiesz co za problem? To spójrzmy inaczej. Siedzisz sobie na ławce i patrzysz na gołębie, a tu podchodzi baba i łapię cię za rękę, patrząc ci głęboko w oczy i uśmiechając się. Stoisz w kolejce w sklepie, a tu babka podchodzi i głaszcze cię po buzi. Czekasz u lekarza, ktoś- inny pacjent chce dotknąć twojego brzucha. Wpycha ci palec w rękę, głaszcze po buzi/ ręce/ nodze. Tak, godzisz się na to? Lubisz to? 

Do momentu aż moje dziecko samo nie będzie pokazywać czy mówić- to ja! jego mama decyduję! Zarówno w rodzinie i przy obcych. Weź ręce precz!

Też macie takie sytuacje? Reagujecie, nie reagujecie? Czy może uważasz, że to przesada, to tylko dziecko?


Obraz RitaE z Pixabay 
Obraz Benjamin Sz-J. z Pixabay 

Komentarze

  1. Uwielbiam przytulać mojego synka. Ma już prawie 6 lat ... i nie wyobrażam sobie, że mógłby być inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wkurzają mnie takie sytuacje kidy obce osoby bez pytani chcą dotknąc mojego dziecka. Co prawda nie zdarzyła mi sie taka sytuacja, gdy młody był niemowlakiem, że ktoś obcy chciał go dotknąć, ale już jako 2-3 latka obce panie chętnie brały za rękę czy głaskały po policzku - no wtedy to się zagotowywałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to aż Nie do wyobrażenia, skad takie podejście?

      Usuń
  3. Nie jesteś jedyna. Moje dziecko to pierwsze takie małe tak naprawde w najbliższej rodzinie. Każdy chciał brać na rece, dotykać rączek, nóżek... Prosze za każdym razem o umycie rąk. Ci, co przychodzą czesto to już to wiedzą i pierwsze co to lecą do łazienki pod kran. Inni niechetnie. Najgorzej jest, gdy jakiś palacz zechce wziać mojego synka na rece... Nie dość, że nie umył rąk to wrócił jeszcze prosto z balkonu do niemowlaka. Nóż sie w kieszeni otwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że sama bardzo długo paliłam, to tak- palacze to dla mnie dramat! Część z nich, nie widzi problemu...

      Usuń
  4. Mojego dziecka na szczęście nikt nie obłapiał;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze przeraza mnie opcja dotykania dziecka. Cialko takie male i kruche, ze boje sie, ze cos zrobie zle i skrzywdze czyjes Maleństwo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama styczności z dziećmi nie mam, ale popieram Twoją walkę o nietykalność syna. Nikt nie ma prawa bez zezwolenia go dotykać

    OdpowiedzUsuń
  7. Z zupełnie obcymi nie miałam takich sytuacji. Sąsiadki próbowały ale jakoś się nie uadawało :) Teraz Młody już sam mówi czy chce podać rękę czy nie. Także problem mam z głowy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty