Co to był za rok?! Pierwszy rok z dzieckiem!



Czas na małe podsumowanie wydarzeń, emocji, zmian. Tych ostatnich było więcej niż mogliśmy sobie wyobrazić. Przez chwilę myślałam by zrobić listę plusów i minusów, ale wiesz co? Nie znalazłam ani jednego(!) minusa! Wariatka! To ja! Jeśli czytasz mnie nie pierwszy raz, wiesz, że lubię marudzić, ponarzekać- nigdy nie na "posiadanie"dziecka- na ludzi w około nas/ich podejście do życia/dziecka, głupie teksty czy rady- tak. Wiem, że niektóre, bardziej doświadczone w tym hardcoreowym macierzyńskim życiu matki, czytając to uśmiechną się półgębkiem i powiedzą: wszystko przed Tobą. Tak, całe życie. Życie to droga a mój syn jest jego częścią, na dobre i złe.

Dobra lecimy- co się zmieniło w ciągu roku:

Dieta- jak to moja od lat zdrowo odżywiająca się siostra, na widok przygotowywanego dla Kuby posiłku, powiedziała: "szkoda, że mi nikt nie wpoił sposobu zdrowego odżywiania się od małego, w końcu jesteś tym co jesz..." i dużo te słowa dla mnie znaczą! Z całym szacunkiem dla naszych rodziców i dziadków. Chcieli dobrze, połowicznie się to im udało. Wiem, że przed nami neofobia, być może wybrzydzanie, bunty, skoki, naśladowanie rówieśników i co tam jeszcze może mnie spotkać... ale! start też jest mega ważny, jak się okazuje. Dla nas byłych częściowych zabieganych ignorantów, to okazja na zmianę złych nawyków, a oprócz tego by jeść to co Kuba, mamy już nauczkę od życia, do czego może doprowadzić zły sposób odżywiania i siedzący tryb życia. Odkąd jest dziecko- tym bardziej nie mamy czasu na śmierć. Tak, wiem, że różne rzeczy się zdarzają, nie przewidzisz i w ogóle jest 1001 scenariuszy i przypadków- oczywiście. Nie mamy czasu na gdyby- jest tu i teraz i tak jak jest.

Spanie- nadal się budzę w nocy, bo o losie! Jakub jeszcze nie przesypia całej nocy! I wiesz co? Jeszcze długo to potrwa. I jest to Normalne. Od samego początku słyszę pytanie: "czy przesypia noc?" i nie wiem o co tym ludziom chodzi. W sensie dosłownym, bez budzenia się?, czy w sensie... no właśnie, w jakim? Ja nie wiem jakim? Że płacze? Nie znam tego, bo nie płacze mi po nocach. Nie, by się to nigdy nie zdarzyło! Szczerze mówiąc, taki płacz nie rozpoznany, nie wiadomo skąd i dlaczego, zdarzył się kilka razy- na palcach jednej/ max dwóch rąk można policzyć, z czego większość była jeszcze w pierwszych dniach życia, gdy uczyłam się ogarniać! Odkąd Kuba śpi z nami (od około 5,5-6 miesiąca!- do teraz mi źle, na samą myśl, że dałam się zmanipulować innym i całe pół roku się męczyliśmy i dziecko i ja) budzi się na mleko (wystarczy tylko cyca wyjąć! ewentualnie się przesunąć) lub gdy jak to nazywam ma zły sen i zapłacze, po chwili uspokojony przez dotyk i buziaki. Zmiana pieluchy? O matko! Tu mnie macie- jestem najgorsza z najgorszych bo nie robię tego do rana! Chyba, że jest kupa- 2-3 razy się zdarzyło. Wcześniej rozbudzałam dziecko, domagające się jedynie mleka, by nie trzymać go w mokrej, ledwo obsiusianej pieluszce. Wiesz co było później? 1-2 h układania do snu. W jego łóżeczko oczywiście! Masakra. Nie wiem jak inni robią z tymi przewijankami nocnymi.

Spacery- każdego dnia, niezależnie (prawie) od pogody 1,5 h minimum! 

Wykorzystywanie czasu- prawie nie mam go wolnego, jedynie gdy Jakub śpi. Co wtedy robię? Np. piszę część notki na bloga;) lub sprawdzam inne rzeczy. Naprawdę nie ma tego czasu wiele i jest co raz mniej. Jednak to mój czas, tylko dla mnie. Siedzę obok Kuby, grzeszę zajadając ciasteczko (apropo diety- tak grzeszymy czasem- yyy każdego dnia!), pijąc herbatkę i czytam, sprawdzam w necie to i owo, czasem olewam wszystko i śpię.

Trening- powinno to być zapisane w cudzysłów. Trening polega na tym, że gdy gotuję, wieszam pranie itd. najczęściej dziecko mam na sobie- w chuście, ostatnio na szczęście co raz rzadziej, bo Kuba jest cięższy i cięższy oraz dlatego, że daję mu wolność poruszania się. Nie jest też tak łatwo czasem kucać po garnek, po miskę, talerz, tu jeszcze coś się rozleje, tam spadnie itd. mając 11 kg na plecach. Z tego też radość, że na plecach, wcześniej przed sobą. Inaczej rób obiad 3 godziny, zamiast niecałe 45 minut, bo: "uważaj, nie dotykaj, zostaw to, zostaw, zostaw...". Teraz różnie z chustą bywa, buntujemy się na nią, z pomocą przychodzi mi po kolei wszystko co mam w kuchni i przyda się pomocnik kuchenny (w sensie takie krzesełko- jak to opisać?)! Skłony to codzienność, kucanie, schylanie, ćwiczenie równowagi- gdy ktoś ci wisi na nogach.

Radość z drobnostek- ooo ogoliłam nogi- to już szczyt luksusu! Wzięłam prysznic i się ogarnęłam i całe 10 minut Kuba nadal spał, czy nikt się nie wtarabanił mi do łazienki- wow. Jeszcze lepiej- byłam sama! w toalecie na siku- prawie jak wczasy! Radość z drobnostek- to jest radość!

Pewność siebie- jako mamy oczywiście. Wzrosła, bo nawet niechcący nie zrobiłam dziecku krzywdy. Idę ścieżką własnych myśli, intuicji i sumienia. Ewentualnie szukając podpowiedzi w książkach czy internecie i konsultując ważne rzeczy z mężem- tu uwaga- tak robię to z nim, bo on jest tatą. Musimy my razem. Nie ja z mamą, ja z teściową, koleżanką czy siostrą. Nie on z mamą, teściem czy kolegą. My! Tym bardziej, że mamy inne niż oni podejście do życia.

Odwaga-  bo kiedy, jak nie teraz. Dziecko? Kurczę! Serio? Co najmniej 18 lat jeszcze będzie z nami mieszkać. Ile my będziemy wtedy mieć? 50?!!! Tak, wtedy na pewno człowiek ruszy z kopyta...

Milczenie- czasami szkoda słów, czy czasu na wdawanie się w dyskusje z otoczeniem. Cóż, nie wypowiedziane słowa muszą ujść, stąd i blog. Może ktoś kiedyś przeczyta i powie- cholera, też tak mam/ moje słowa/ bez kitu- i już nie będziemy same z tą myślą.

Ten rok był dla nas- rodziców, jak i małżeństwa magiczny. Po raz kolejny potrafiliśmy się ogarnąć, przy tym dowiadując się nowych rzeczy o sobie. Nie obyło się bez chwil osamotnienia z myślami, dyskusji, małych kłótni, zmiany nastawienia. Każde z nas wzięło na bary swoją rolę, nie patrząc na komentarze innych, wspierając się nawzajem.  Żal czy niepewność, które mieliśmy, minęły i z każdym dniem życia Kuby, zamieniały się w... nieprawdopodobną siłę i miłość, które nakręciły i przekręciły nami tak, że wow! Zmieniliśmy się. W naszym odczuciu na lepsze- dla nas jako pary, rodziców, ludzi. Kuba jest brakującym ogniwem. Musieliśmy tyle lat na niego czekać i przeżyć te wszystkie przygody by... być takimi jak teraz- 10 lat temu byśmy pewnie naśladowali schematy wyniesione z domu czy zaobserwowane u znajomych, myśląc, że to jedyna słuszna droga. Tak by było, gdybyśmy nie przeszli swojej.

Rok... ten pierwszy z naszym synem dał nam moc i wiarę w nas! Nauczyliśmy się od Kuby wielu rzeczy, a przede wszystkim tego, by się nie łamać, nie poddawać. Dziecko to dopiero początek! Nie możemy teraz usiąść na dupie, zdziadzieć. Trzeba mu pokazać świat. On sprawił, że staliśmy się lepsi dla siebie, dla świata, jeśli ktoś chce to dostrzec zza, czasem ostrych słów- również krytycznych wobec nas samych- nad czym pracujemy, bo dziecko na nas patrzy. Cały czas! I naśladuje! To tak się uczy i to wyniesie.

Jak Wy wspominacie Ten pierwszy rok z dzieckiem? Dowiedzieliście się czegoś nowego o sobie? Było tak, jak rodzina Wam nakreślała, czy jak my, miło się zaskoczyliście? Czekam na Wasze wspomnienia!

Komentarze

  1. Łza mi się w oku zakręciła... Doskonale pamiętam czasy, kiedy samotny pobyt w toalecie był luksusem. I to prawda, pojawienie się dziecka w życiu to szansa, żeby dowiedzieć się wiele o sobie, i co nieco zmienić... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że większość mam może to docenić :D pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Dziecko zmienia bardzo dużo w myśleniu rodziców, zaczynamy lepiej doceniać drobiagi, i lepiej cieszyć się życiem. Zaczynamy rozwijać się wewnętrzenie i rozwiajamy się w miarę jak rośnie nasze maleństwo. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy rok jest najbardziej emocjonujący, później pójdzie z górki 😜

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, pierwszy rok to niezła szkoła była. Ja nie wiem skąd miałam tyle siły, jak tak teraz patrzę z perspektywy czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. niezła karuzela! mimo tak i tak jej zazdroszczę! :) udanych kolejnych lat! :) a przede wszystkim zdrowych i szczesliwych!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszycrok to była jazda bez trzymanki ;) Ciągłe nocne pobudki i jeden wielki wrzask oraz płacz z każdego powodu - w sumie dopiero po upływie 3 lat nasz synek zaczął być mniejszym "histerykiem" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 lata!? To nieźle! U nas się dopiero zaczynają histerie :O

      Usuń
  7. gratulacje :D pierwszy rok za Wami, teraz już pójdzie z górki ;) drugi rok życia... hmm powodzenia :D (a tak bardziej serio to cieszą mnie takie małe podsumowania, w których widać, że mama w ciągu roku cieszyła się dzieckiem mimo zmęczenia i że odnajduje małe przyjemności w ciągu dnia). wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, nie jest łatwo- każda mama to wie, ale co robić? ;P pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Doskonale wiem, o czym mówisz, moj synek ma 14 miesięcy, to moje drugie dziecko dlaczego jest łatwiej☺️ Przesypiam prawie całe noce, choć idą kolejne ząbki, to nie zawsze się udaje. Nauczyłam się wykorzystywać skrawki czasu, a posty na blogq piszę w weekend na zapas jak mąż jest w domu 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie postów na zapas mam opanowane do połowy :D przy drugim łatwiej mówisz- hmmm musimy nad tym popracować ;)

      Usuń
  9. No cóż, prawdziwa rewolucja! Życzę, żebyś jak najszybciej mogła się porządnie wyspać! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz wspaniałe i pozytywne podejście do macierzyństwa.
    Czytałam artykuł i wspomniałam, nasze bardzo podobne początki. Teraz już dzieci starsze, ale fajnie poczytać i przypomnieć sobie tamten czas.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy rok ponoc najciezej pozniej z gorki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam już dwa pierwsze roki za sobą ;-) dwóch synów doskonale rozumiem co piszesz cudowny i szalony czas ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. No tak, macierzyństwo, a zwłaszcza pierwsze dziecko zmienia świat i jego postrzeganie. Ale potem....to już z górki :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty