To jest "hy"- czyli o nauce słów, słów kilka



Każda rodzina czy większa grupa ludzi ma swój słownik, którym porozumiewa się między sobą. Jak się okazuje, jest osobny w porozumiewaniu się z dzieckiem. Chodzi mi o zbiór słówek, których używa się, mając dziecko dopiero uczące się mówić. My nie stanowimy tu wyjątku. 
Są jednak słowa a nawet całe czynności, których nie uczymy, ku zdziwieniu rodziny. Gdy oni użyją tych słów, zwykle nie upominamy ich by tak nie mówili, a jak już, jedynie zaznaczamy, że nie ma po co tak mówić, bo Kuba nie wie o co im chodzi i podajemy im ewentualne zastępstwa. 

Dlaczego tak? Takie z nas dwa typy! Pół żartem- pół serio rozprawiamy nad genezą słów i jeśli nam wydają się dziwne, bezsensowne czy nie leżą nam- nie używamy ich. Ci to lubią sobie utrudniać powiesz. Patrząc z naszej perspektywy- ułatwiamy sobie. Mówimy słowo poprawne, bez zdrabniania. 
Kuba ma swoje "nazwy", najczęściej pojedyncze literki czy sylaby. W większości te litery i sylaby pokrywają się z częścią wypowiadanego przez nas wyrazu. Są wyjątki, jak np. my mówimy "samochód" a on "bum bum". Bystry chłopak, a rodzice idioci- mogli od razu bum bum- powie niejeden. Cóż, może geniuszami nie jesteśmy i mam nadzieję, że do idiotów nam daleko, a dzieciak bystry- niewątpliwie- jak, większość dzieci (tak mi się wydaje, przynajmniej do pewnego momentu). Kuba dopiero uczy się pierwszych słów, a bum bum, to nic innego, jak odgłos, który wydaje jego tata, podczas zabawy samochodem- jeździkiem. Gdy Kuba "chce bum bum" nie pytamy powtarzając po nim, tylko normalnie: "chcesz pojeździć samochodem?"

To jednak nie jest wpis wyliczający i wychwalający wszystkie pojedyncze literki, sylaby i krótkie słowa, które to nasze dziecko dzielnie i pięknie wypowiada. 

Post powstał , z dociekania. Może ktoś coś wie, wymyśli czy stwierdzi: bez kitu- bzdura.

Jedna a właściwie pierwsza z naszych zagadek przyszła przypadkiem. Nie jesteśmy ekspertami być może to nasza nadinterpretacja, taka by zająć sobie czas. 
  • "Opa"- znacie? "Chodź na opa"- skąd to? Opa, oma niemieckie ? Może i tak. Wolimy jednak inną wersję. Kilka lat mieszkaliśmy w Anglii. Mąż, między innymi był kierowcą w pewnej firmie. Jeździł to tu, to tam, zachwycając się różnymi akcentami. Z jednej takiej wycieczki wrócił ze słowem "op". Czyli co? "Up" w górę. Chodź na opa hmm? Mimo to, nie używamy słowa opa. Jak mówimy? Najprościej: chodź na ręce, czy chodź do taty/mamy... opa? Po co?
  • "Hy"- "to jest hy"- co to za słowo, zapytał mąż? "To jest gorące", a "hy"- tak mawiają w mojej rodzinie. Dziecko nie musi mi mówić " mama to jest gorące", bo na tym etapie po co? Ważne by wiedział, że tam nie wolno, bo gorące. Jeśli już zechce: proszę bardzo: "go", "ce", "ge" czy samo "g" mi wystarczy. Tak raczej zrozumiem, gdy stojąc obok np. piekarnika, powie "g" wskazując na niego i czując żar. Krok bliżej do słowa "gorące" a to "hy"??? 
  • "Kosi kosi"- nienormalni powiesz. A co to to kosi kosi? Mężowi mojemu kojarzy się z koszeniem- "kosi, kosi łapki" już nigdy nie będzie takie samo. Wracając do genezy, co to to "kosi kosi?" Odgłos uderzania? "Klap klap" jak dla mnie. Sama czynność to brawo. Mało polskie, wiem, bo to klaskanie. Co robisz?- klaszczesz? Szczsscz... pewnie dobrze byłoby takiej formy użyć. "Brawo" jest jednak bardziej dźwięczne, jak sam odgłos klaskania. Najczęściej tylko klaszczemy bez słów. Rytm. Po co dodatkowe słowa? "Kosi kosi łapki... " itd. Nie, nie śpiewamy. Nie lubimy tej piosenki/wyliczanki to raz, a dwa, nie wiemy po co? Rytm, rym, czynność? Na momencie wymyślamy kilka zastępstw. Wystarczy, zamiast nudnego kosi kosi...
  • "AmAm" to nie tyle nasze słowo, a raczej Jakuba, na jedzenie, na to co się robi, będzie robiło, skrót i w ogóle wyszło naturalnie. Mama- amam. Anagram. Natura tak chciała. Podchwyciliśmy. To jest bardziej informacja dla nas, że jest głodny czy chce mu się pić (na picie od niedawna tak woła). Wspominam o tym tutaj bo, różne są tego formy i stopień używania przez innych: "ama", "am", "papu"? Nawet "mniam"- co u nas funkcjonuje już jako osobne "słowo", które powstało mniej więcej w tym samym czasie i oznacza, że coś smakuje.
  • "Be"- u nas funkcjonuje "be" z przedłużonym "eee" i jest powtarzane jako dźwięk wydawany przez owcę- logiczne? Dla nas tak. Jednak słyszymy, jak np. dziadkowie Jakuba mówią do niego- "nie wolno, to jest BE"... po co to be? "Stop", "tego nie dotykaj", "zostaw". Be?
  • "Baba"/ "Dziadzia"- oszaleli! Od początku słyszymy od naszych rodziców: "o ciekawe kiedy powie baba", "chodź do baby/dziadzi", "baba, powiedz baba", "dziadzia, powiedz dziadzia"... no i niby nic w tym dziwnego, z tym, że jak ty- dorosły, przyzwyczaisz się do tej formy, to już tak ci zostanie i później słyszę na przystankach/ w sklepach/ na spacerze nawoływania dzieci: "chodź do baby"- patrzę, a to dziecko... no co najmniej 4-5 lat ma, czas pierwszych sylab już dawno za nim. Dzieci uczą się przez naśladowanie? Czyż nie? To jak słyszą to "baba", "dziadzia" przez kilka pierwszych lat życia, tak przez te kilka lat mówią, a później szok, że logopeda potrzebny, bo "jak to do pierwszej klasy tak pójdzie to będą się z niego dzieci śmiały" (chyba, że same tak mówią). Teoria teorią a praktyka? Mimo, że nie chodzi mi o to, by Kuba pominął "babowanie" to zawsze mówimy "babcia", "dziadek". "Ba" czy "baba" (to drugie rzadko) mówi i na balon, bańki, banana... Już pierwsze próby mówienia babcia za nami. Jak powiedział po raz pierwszy? "Bab bab cia"! To był dla mnie szok! Czy moja teoria się sprawdza? Może... Nadal rzadko przywołuje babcię, jednak z tych sytuacji chyba raz czy dwa użył tak popularnego "baba", najczęściej jest to "bacia", czy właśnie "bab bab cia" czy samo "ba". Dziadek ani nawet "dzia" nie mówi jeszcze, kilka razy się udało "dzi".
  • "Oooj!" gdy nie wolno lub "ojojoj" gdy np. dziecko upadło. Nie lubię tego, w szczególności tego "ooooj!" Wwierca się w głowę. Często nadużywane. Czy kpiące "ojojoj co się stało? Nic się nie stało. Co? Złapałeś zająca?" Nie, nic się nie stało, boli, krew się leje i zając nie złapany. Odwróćmy sytuację: to ta babcia, co tak mówi, się przewróciła, zdarła kolana do krwi, boli jak s*****syn- "ojojoj nic się nie stało, przecież to nie boli, a zająca babcia złapała? Nie? Uciekł? Hahaha."- serio? a do dziecka tak można?
  • "Ałka" do powyższego, "babcia zrobiła sobie ałka" w sensie zraniła się/ skaleczyła. Przytrzaśnięty palec- ałka, guz na głowie- ałka, zbite kolano- ałka... szok! "To jak Wy mówicie?"- usłyszałam pytanie. Jak to jak? Gdy boli to- boli, gdy uderzy się to- uderzyłeś się, gdy guz- to guz... 
  • "Aja"- kolejny gniot. "Zrób aja kotu"... że holender co ma zrobić? Aja. Nie lepiej pogłaszcz kota? Taa, wtedy słyszę: "głasku, głasku"... Gdyby to nie było prawdziwe i częste- za częste w naszym przypadku- to tak, było by śmieszne. Chwila... Tak, jednak to jest śmieszne! Spoko gdy to odgłos jak "kap, kap, puk puk, chlap chlap" ale "głasku głasku"? Nie, to nie mówi dziecko bawiące się w wymyślanie nowych śmiesznie/dziwnie brzmiących słów, to osoby bardzo dorosłe.
  • "Kuku" to chyba każdy zna. Używamy a jak! Chociaż nie rozumiemy. "Gili gili" od gilgania a a kuku? Od kukania? Luz taka zabawa w "a kuku".
  • i czynności dziwne, może nie bardzo dziwne, tak naprawdę nie uczymy bo... ponownie nie wiemy po co? "Pokaż jaki jesteś duży" i "pokaż jak ci smakowało": w sensie, uczenie dziecka by na słowa "pokaż jaki jesteś duży" unosiło ręce do góry, a na "pokaż jak ci smakowało" gładziło brzuszek. Po co to? Czy starsze dziecko, nastolatka czy dorosłego pytamy o to? I jeśli tak- bo pytanie o to drugie się zdarza, to czy oczekujemy odpowiedzi takiej jak od małego około rocznego/ dwuletniego dziecka? Nie lepiej nauczyć czegoś pożytecznego (chociaż takich rzeczy dzieci i tak uczą się same), jak np.: wyrzucania pieluszki do śmietnika, układanie jaśka na poduszkę przed snem, odstawiania książek na półkę, wkładania misek jedna w druga w szafce, wykładania prania z pralki?... nie. Po co? To pokaż jaki jesteś duży.
Jesteśmy dziwni z tymi unikami? Jeśli tak uważasz to przeczytaj to: 
"OOOJ! to jest BE, to jest HY, zrobisz sobie AŁKA, chodź do BABY na OPA, zrobimy AJA"...- z życia wzięte. 
"Ostrożnie, to jest gorące! Chodź na ręce się przytulić" to moja wersja i tak- roczne dziecko doskonale to rozumie.

Na pewno to nie wszystko co nas zadziwia. Każdy wybiera sobie słowa, zwroty i czynności i oczywiście jak we wszystkim, nic nikomu do tego. Jednak może jak my, widzisz w otoczeniu lub u siebie coś co robisz czy mówisz i po przemyśleniu zadajesz sobie pytanie: hmmm a po co? 

Piszcie co u Was funkcjonuje, jakieś śmieszne naleciałości z rodziny, własne konstrukcje słowne? Jestem ciekawa co byście dopisali do mojej listy.

Zdjęcie pixabay.com od 4144132 father and son

Komentarze

  1. My jesteśmy bardzo słowotwórczą fanilią i lubimy cały czas wymyślać sobie różne słówka i mamy tez swój język haha

    OdpowiedzUsuń
  2. Nas mała najbardziej zaskoczyła tekstem Jami ło. Jak się później okazało, znaczyło to słoń Benjamin.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas właściwie mówimy do dziecka normalnie (ma 15 miesięcy) i raczej się to sprawdza. Wiadomo są w użyciu słowa, które sam stworzył (jak bababa -banan) i ich używa. Problem jest chyba tylko w komunikacji z babcią, którą rzadziej widzi, a która używa swoich określeń, których mały od nas nie słyszy, ale jej nie przetlumaczysz i zamiast 'auta' jest 'brim brim' itd. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz oraz przeczytanie całego postu ze zrozumieniem;) zgadzam się, że babciom nie przetłumaczysz, używają i uczą swoich słów, najgorzej gdy dziecko zapamięta:/ my właśnie walczymy ze słowem "aja";)

      Usuń
  4. Nasza 10 miesięczna córka oprócz: tata, mama, baba mówi tak różne zrozumiałe tylko dla mniej rzeczy nie nie wiemy co oznaczają :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Każde dziecko tworzy sobie swoje słowa, żeby komunikować się ze światem :) Fajnie, jeśli rodzice rozumieją :) U nas swego czasu było słówko ABAJA - co znaczyło? Wszystko czego syn nie potrafił nazwać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas na coś gorącego mówimy Si, no i na jedzenie am am. Każdy rodzic ma swój sposób na komunikowanie się z dzieckiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Si" też niezłe ;) pewnie, że każdy Rodzic! ma swój sposób- nie razi mnie to, jak rodzice mówią czy uczą- ich sprawa. Bardziej świat babć i ciotek mnie przeraża- brrr...

      Usuń
  7. U mnie w rodzinie słowotwórstwo jest codziennością. Za to młodsza córka używa wielu rosyjskich słów, ponieważ odkryliśmy genialną bajkę, która jest dostępna tylko w tym języku. Po cichu liczę, że będzie miała dobry akcent, jak się zacznie na poważnie uczuć języka. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ze studiów wyniosłam by nie zdrabnianie słow nie jest niczym dobrym przy rozwoju mowy, dlatego też tego nie robiliśmy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty