Cukier w diecie dziecka + Wujek Dietetyk



Cukier. W diecie dziecka, do pierwszego roku życia, powinno go być 0, słownie zero gram. Chodzi o dosładzanie. Dlaczego nie powinno być cukru w diecie dziecka?

Babcie, mamy... słyszałaś o dopajaniu dziecka wodą z cukrem? Soczkami? Skąd to się wzięło?

Czy i gdzie jest cukier?

Czy jeśli dodaję dziecku syrop daktylowy to jestem lepsza?

Na te i wiele innych słodkich pytań, odpowiem w dzisiejszym wpisie.

Zacznę od tego, że sama nie jestem bez winy i nie mam zamiaru rzucać w nikogo kamieniami. Na zrozumienie wielu spraw w diecie dziecka, w tym "o co chodzi z tym smakiem słodkim", musiało minąć wiele czasu, czytania, próbowania, zmiany nastawienia i przede wszystkim obserwacji... dziecka.

Rodzimy się z tendencją lubienia smaku słodkiego. Dlaczego? W skrócie: mleko mamy jest słodkawe. Przechodząc od mleka do kolejnych produktów w naszej diecie, instynktownie szukamy tego znajomego, dobrego dla nas smaku. Ewolucja spowodowała, że to co gorzkie, kwaśne, nasz organizm traktował jako trujące.

No okej. Współcześnie wiemy, że pozostałe smaki istnieją i taki cytrus czy gorzkawe warzywo nas nie zabije. Jednak w dzisiejszym świecie, pełnym przetworzonych produktów i zamienników, może nas zniszczyć właśnie ta słodycz.

Demonizuję? Jeszcze całkiem niedawno tak bym powiedziała. Ale...

Niecały rok temu mój syn, jak i cała nasza mała rodzina, rozpoczęła przygodę z rozszerzaniem diety. Co się okazało? My - dorośli ludzie, nie dość, że potrzebujemy zmian, to sami musimy rozszerzyć swoja dietę. Wtedy byłam totalnie rozbita. Musiałam skonfrontować... w zasadzie wszystko. Pewnie jak wielu z was.

W tym poście chcę się skupić na chyba najbardziej kontrowersyjnym składniku w diecie dziecka. Produkt ten przewijał się przez butelki, talerze i łyżeczki chyba każdego z nas.

Nagle... basta! Stop! Nie wolno! I od tamtej pory słuchamy o zabieraniu dzieciństwa, bo cukierka nie damy. O żałowaniu swojemu dziecku ciastka... o głupiźnie z tymi chorobami jak cukrzyca, próchnica, nadciśnienie, otyłość...

Zauważmy, że najczęściej mówią to osoby, które raz) nie miały wszędzie cukru od dzieciństwa, a sam cukier, często wyjadany wprost z dużego wora, był jedynym słodkim rarytasem dzieciństwa (oczywiście poza okazjonalnie robionymi przez mamę/ babcię, domowymi smakołykami, jak ciasta, ciasteczka czy krówki). Dwa) zmagające się w dorosłym życiu z którąś z powyższych chorób.
Na dokładkę śmieją się z nas, pod nosem. Coś gadają o tym, że życia nie znamy, przejdzie nam, a dzieciaka i tak przed wszystkim nie uchronimy, bo jak pójdzie do szkoły...

I o to, o to!

Jak pójdzie do szkoły. Czy jestem naiwną psychopatką? Trochę pewnie tak. Jednak wiem jedno. Zanim moje/ wasze dziecko pójdzie do szkoły, mamy jeszcze kilka lat przed sobą. Skoro i tak ma wpierdzielać w tej szkole słodkie na potęgę, to dlaczego mamy zaczynać już teraz? By się przyzwyczajało, by wiedziało co to jest? By po zjedzeniu batonika nie oszalało i nie zachowywało jak dzikus?

To często mówią osoby dorosłe, które poznawały nowe smakołyki i dosiadały się do nich jak... świnki do koryta. Do tego od wielu lat uzależnione od cukru świnki.

Na starszych i bliskich i dalszych tak troszczących się o zdrowie naszych dzieci, szkoda dalszych słów. I wytłumaczenia ich zachowania... najlepszym sposobem jest ukrócenie ich tyrad przez rozmowę. Gdy to nie pomaga, bycie głuchym i moje ulubione: machnięcie ręką.


W diecie dziecka do 12 miesiąca życia (a nawet 2 roku wg. WHO) nie powinno być cukru. Czyli co, po roczku to już można? No jasne! Że nie!!! Dlaczego nagle chcesz walić cukier do dań swojego nadal malucha? By były bardziej jakie? Smaczne? Słodkie? To challenge dla ciebie. Nie jedz słodkiego przez jakiś czas: miesiąc/ dwa. Następnie zjedz danie dosłodzone tak, jak byś to zrobił/ zrobiła przed tym eksperymentem. Jaki efekt można uzyskać? Nawet zwykły dojrzały banan będzie mega słodki!

To moje odkrycie numer 1!!! Pomyśl, jak słodkie to musi być dla dziecka, wkraczającego w ten świat jedzenia? Jego organizm nie jest przeżarty przez wszystkie słodycze, potrawy, herbatki, soczki i napoje tego świata, tak jak twój! Ba! Dziecko nie potrzebuje tego cukru!!!

Woda z cukrem. Skoro nie to soczki? Może herbata? Napój... a po co? By się napić, dziecko potrzebuje mleka do 6 miesiąca. Wyłącznie mleka. Gdy zaczynamy rozszerzać dietę, wprowadzamy wodę do każdego posiłku. Proponujemy częściej, gdy są upały. Wodę. Nie soczki, herbatki, kakao! Co? Po 12 miesiącu życia też nie? Dziecko nadal nie potrzebuje tego w swojej diecie i idącej za tym dodatkowej porcji cukru. Ewentualnie taki soczek, wyciskany w domu, można potraktować jako przekąskę - małe danie. Sok nie jest równy wodzie, w zaspokajaniu pragnienia.

Herbatka: raczej napar z rooibos, nie słodzoną, oczywiście można dać nawet niespełna rocznemu dziecku. Tak jak wodę z cytryną, miętą, truskawkami... - tak dla smaku. Tyle, że tego smaku wody dziecko nadal nie potrzebuje. Pije bo jest spragnione! Dodam tu, zero gotowych wód smakowych  - sam cukier. Soczki i inne, a bo nasze babcie/ mamy dawały (dasz wiarę - takie miały zalecenia - szok) i my jakoś żyjemy. Jakoś to fakt , teraz pytanie Jak? Nie masz żadnych problemów zdrowotnych? Nigdy nie miałaś/eś? Czekaj. Niebawem się odezwą. Może już masz np. nadciśnienie, a tego nie wiesz? 

Gdzie jest cukier? Nie będzie to dalekie od prawdy, gdy napiszę: prawie wszędzie... I nie jestem tu jakimś dziwolągiem twierdzącym, że kosmici są wśród nas.
Cukier? Proszę bardzo. Wchodzisz do sklepu, do marketu. Co mijasz? Pieczywo! Cukier jest. "Przecież dziecku dam tylko bułę. Niech ma." Zje całą? Bez cukru? Skrobia. Mijamy makarony, kasze... kolejne półki powszechnie znanych węglowodanów.

Przesadzam? Tak, w tym miejscu tak. Dlaczego?

Są cukry i Cukry. Te ze zbóż czy ziemniaków, czyli właśnie skrobia to wielocukry. Z punktu widzenia żywieniowego to najważniejsze węglowodany. To główne źródło energii dla naszego organizmu. Dlatego ważne jest by odpowiednią ilość tych dobrych cukrów dostarczać w naszej diecie.

Idziemy dalej przez sklep:

O! Dział dziecięcy... kaszki dla dzieci, tubki, ciasteczka, biszkopciki, słoiczki. W części z nich w składzie nie ma cukru. Bez cukru. Bang - mamy cię! Mnie?! A przecier, sok jabłkowy, zagęszczony sok... syrop... kto kogo tutaj ma? Przecież to fruktoza... co? Fruktoza, no tak! To tylko cukier nie cukier.

Mijamy warzywa i owoce. Cukier. Ale przecież to tylko fruktoza. Według większości osób, z którymi przypadkiem lub nie przypadkiem, rozmawiałam o cukrze w diecie dziecka, fruktoza to nie cukier, mimo, że to cukier. Bo? "bo to naturalny cukier w owocach". Dlatego według większości to Nie cukier... Litości!!!

Fruktoza - oczywiście to cukier występujący naturalnie, w owocach, sokach owocowych i miodzie. Cukier prosty. Cukier. Nie będę dokładniej opisywać, to nie post o fruktozie.

Same owoce, soki itd. nie są złe. Ich nadmiar jest zły. Wykorzystanie przetworzonych owoców w  różnych produktach, w nadmiarze jest złe. Syrop kukurydziany, syrop glukozowo - fruktozowy czy niektóre inne E, tak powszechnie wykorzystywane... wszędzie. To też cukier i razem z tą dobrą fruktozą tworzą nadmiar. 

Na tym nie koniec: soki, napoje, jogurty, płatki śniadaniowe, serki, napoje mleczne, kakao, dżemy... "nie my takich nie..." Z puszki coś, kukurydza? Może ze słoika sos do makaronu? Groszek z marchewką w wodzie? No co ona? Przeczytaj skład. Cukier nas pochłania! Jak czytałam te wszystkie etykiety, aż miałam wrażenie, że gdy coś jest nie dobre, pyk dosłodzimy, zjedzą. Nie wiem czy właśnie nie tak to działa.

Coś z czego nie do końca zdawałam sobie sprawy, a zostałam nabita w butelkę. Nawet rodzice mnie wyśmiali. Chociaż wiecie - co oni tam wiedzą - w końcu dopajali nas soczkami, herbatami i wodą z cukrem. Słodzidła. Przepisy z syropem daktylowego, klonowym, po 1 roku życia miodem czy w "łagodnej wersji" cukrem kokosowym. I to polecane w przepisach wszelakich, dla dzieci, z dopiskiem np. 8 miesięcy plus. Z czasem dochodziła do mnie prawda. Dosładzamy dla siebie. Dostosowujemy danie, by było zbliżone do naszych kubków i preferencji smakowych. Nie dziecka! A to o to dziecko chodzi. Czyż nie?

To już w ogóle nigdy nic słodkiego? I tak mu ktoś da za naszymi plecami. Oczywiście, jak w twojej rodzinie znajdzie się frajer, który wie lepiej, co jest lepsze dla zdrowia twojego dziecka, kupi mu tony kinderków i innego "zła".

Na placu zabaw dzieciaki zajadały ciasteczka. Dziewczynki, poczęstowały moje dziecko petti berem, a ja... nie mówię: "nieeee! Tylko tego nie jedz! Cukier! Zło, zło, Złoooo!"

O tym, że to zło, mówię do ciebie- rodzicu! To Ty kształtujesz swoje dziecko, w każdej dziedzinie. Dziecko uczymy, nie straszymy. Najlepiej uczyć na swoim przykładzie. Dziecko proszę, niech spróbuje. Ty Rodzicu, nie musisz później mu tego kupować, bo: "przecież już to zna", "i tak od kogoś dostanie", "wszyscy"...

Nie chodzi mi o to by mówić: "no, no, no" i machać paluszkiem na cukier świata. Skoro cukier jest wszędzie! zdajmy sobie sprawę z tego, iż tak jest. Pomóżmy naszemu dziecku dowiedzieć się, że ten cukier, mimo innej nazwy i pochodzenia jest. Nauczmy dzieci, które cukry, słodkości ma jeść w jakich ilościach i proporcjach.

My. Od niedawna uczymy się jeść więcej owoców i warzyw, zbóż, kasz, nasion, suszonych warzyw, musów czy powideł (domowych bez cukru!). Dopiero później wybieramy słodzidła, jak miód, syrop klonowy czy daktylowy. Cukier. Oprócz tego, że kokosowy ma niższy indeks glikemiczny to stawiam znak równości między tym białym, brązowym czy kokosowym. Jest go w naszej diecie
najmniej. Staram się go unikać w wypiekach, a jeśli już, zmniejszam jego ilość o połowę lub zastępuję owocami np. bananem, jabłkiem czy dosypuję suszonych (zawartość cukrów w owocach suszonych jest znacznie wyższa niż w owocach świeżych).

Już (!) nie dosładzam placuszków czy kaszek. Tak ślepo i bezmyślnie szłam za przepisami niektórych autorek, specjalizujących się w rozszerzaniu diety. Aż żal...


Nie przekonały cię moje obserwacje i wnioski? 
Co na to Wujek Dietetyk?

Wujek Dietetyk: "Owoce i słodycze to głównie cukry proste, czyli węglowodany, które dają dużo energii, ale są szybko metabolizowane przez organizm. Chociażby z tego względu nie powinno się jeść za dużo słodyczy ani dosładzać. Jeśli już, najlepsza do tego jest fruktoza czyli owoce. Jednak dawanie zbyt wielu owoców, jako zamiennik też nie jest do końca dobre.
Temat cukrów jest dość obszerny. Same cukry proste dzielą się na kilka grup. Każdy z cukrów ma swoje plusy i minusy. Przykładem jest laktoza - cukier z mleka. Mleko takiemu dziecku daje nie dość, że nawodnienie, to także witaminy i energię. Energia jest pozyskiwana właśnie z cukru. Energia jest wykorzystywana do budowy naszego ciała oraz wpływa na nasze komórki, żeby organizm dobrze pracował i się rozwijał.
Dlatego cukry są okej, jeśli mówimy o takich "dobrych cukrach".
Cukry proste też są okej, jeśli mówimy o owocach. Gorzej, jeśli o słodkościach typu ciastko, mus (tubka - podpowiedź by MamAsia) itd.
Ale! jak ze wszystkim, chodzi o umiar, bo jak będziemy karmić dziecko syfem, to możemy narazić nasze dziecko, od najmłodszych lat, na obciążenia chorobowe. Czyli np. cukrzyca typu 2, próchnica albo otyłość."


Gdy doszło do mnie to wszystko, zadałam Wujkowi jeszcze jedno pytanie, właśnie o tubki. Co prawda u nas nie ma już z tym problemu, bo... Kuba odrzucił je kilka miesięcy temu i używamy ich raz na kilka tygodni. Jednak pamiętam dzień czy dwa, gdy dzieciak miał z dziesięć miesięcy. Szły zęby, mleko, mleko, mleko... nic więcej nie chciał i wtedy tubka mnie uratowała... a nawet dwie dziennie... Widzę takie rzeczy dość często. Ja pamiętam tamten wyjątkowy dzień, a dla niektórych to chleb powszedni... 

Zapytałam: "Wiem, że najlepiej podać owoce, ale nie za dużo, bo fruktoza to też cukier. Jak dajesz tubkę z musem, to jeszcze gorzej. Czy tubka dla takiego dzieciaka jest jak batonik dla nas?

Wujek Dietetyk: "To tak naprawdę ogólnikowo, ale jeśli chcesz komuś wytłumaczyć, to najlepiej w taki sposób."

Przerażające? O tak! 

Za dużo cukru. Oczywiście to nie jeden wypity sok jest temu winien. Jak i nie jedna zjedzona bułka, ciasteczko, makaron, batonik, sos spaghetti i tak dalej. Spójrz na sumę tego wszystkiego. Policz zawartość cukrów. Wszystkich. Tak, tych dobrych z owoców, "gorszych" z soków czy miodu i złych, ze słodyczy i ukrytych w różnych sosach czy wędlinach... pomnóż razy ilość dni, miesięcy, lat... Rozumiesz? Choroba i jej rozwój, to nie jeden świąteczny/ wakacyjny dzień. To wynik wieloletniej olewki. Ty teraz dla niego masz wybór. Twoje dziecko go nie ma. 

"Lata szkolne nadejdą, to w ukryciu za twoimi plecami będzie się obżerać, jak zobaczy, że koledzy jedzą..." - a to... to już inny problem i inna historia. Za parę lat.

To jak to jest u Was: 
Czas odstawić tubki (lub robić własne w domu, wymieszane z warzywami - jako przekąska)? Czytacie etykiety? 
Może bierzecie przykład z błędów rodzinnych, znając choroby najbliższych i możliwy scenariusz ich powstania? 
Czy totalna olewka? 

Piszcie! Jestem ciekawa waszych historii.

Obraz Myriam Zilles z Pixabay 

Komentarze

  1. Dzięki za ten wpis! Jestem zdumiona, jak mnóstwo śmieci jest w sklepach. Wchodzisz do DINO, LIDLA, Carrefoura. Pierwsze półki uginają się od słodyczy i słodkich napojów. Jedynie Biedronka zaczyna alejkę od warzyw. Zwracam na to uwagę, bo to przecież jest celowo tak ustawione. Więc gdy wchodzę z dziećmi do sklepu, mijam te alejki mrucząc "śmieci, tu też śmieci, dobra, jeszcze śmieci, o teraz jest jedzenie". Mam nadzieję, że to działa:) Maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, ustawienie półek to dramat, wiele też zależy od wielkości sklepu. Niezły patent z tymi "śmieciami";)

      Usuń
  2. Na moim blogo-portalu napisałam kiedyś, że nie chce, aby lekarze nagradzali moje dziecko lizakami za odwagę. Zostałam zaproszona do "Pytania na śniadanie" i mówiłam na antenie na ten temat. Sama jestem gruba i nie chce, żeby grube były moje dzieci. Ale zostałam wyśmiana przez internautów, że pewnie sama te lizaki chce dziecku zjeść. I inne takie o mojej tuszy. Wychodzi więc na to, że ludzie nie rozumieją problemu, a osoby mówiące o tym wyszydzają. Dobrze, że o tym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jeszcze z lizakiem się nie spotkaliśmy, ale słyszałam już takie historie i drżę na samą myśl. Najpierw powinno się rodzica zapytać czy można dać. Dziecko w końcu moż być chore. Zgadzam się, ludzie nie rozumieją.

      Usuń
    2. KOM pamiętam Twój wpis i był bardzo dobry i prawdziwy. Nie daj się tym, którzy próbują Ci narzucić swoje własne, pokoleniowe normy społeczne!

      Usuń
  3. Latem podczas spędzania czasu na działce moja wnuczka odwiedza wszystkich sąsiadów i codziennie otrzymuje słodycze. Szybko zauważyliśmy problemy z wypróżnianiem, brak apetytu i zaburzenia w zachowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że nie powinniśmy też popadać ze skrajności w skrajność. Sklepowe słodycze na pewno są złe i to nie tylko dla dzieci, a dla każdego. Nie powiedziałabym tego jednak o owocach, która mają w sobie znacznie więcej wartości odżywczych niż tylko cukier.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpis JEST o nie popadaniu ze skrajności w skrajność. I nie tylko o sklepowych słodyczach. Cóż:)

      Usuń
  5. Warto zadbać o dietę dziecka, dostarczyć mu wszystkuch niezbędnych składników. Ale też nie popadać w skrajności. Jeśli dziecko raz na jakiś czas zje coś słodkiego to nie stanue mu się krzywda. Oeszem jeśli będzie jadło codziennie i w dużych ilościach jest to niedopuszczalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tylko o słodycze... można przeczytać cały post;)

      Usuń
  6. Jak ma się jedno dziecko, to nie ma problemu z uchowaniem go przed cukrem, ale kiedy pojawia się kolejne, to już bywa różnie. Moja młodsza córka mając 11 miesięcy zwedzila starszej kawałek gorzkiej czekolady, bo tamta zostawiła w zasięgu ręki. Bywa, ale jednak świadomie to by tej czekolady nie dostała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie rozbrajają rodzice, którzy tuczą swoje dzieci produktami z etykietą vege, bo niby wszystko vege jest zdrowe.. :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawda, cukier jest teraz wszędzie i warto ograniczać go szczególnie w menu dla dzieci. Najlepiej jest właśnie gdy cała rodzina zaczyna ograniczać cukier do minimum, bo wtedy dla dziecka to staje się naturalne a nieraz są momenty gdzie dziecko jeść słodkości nie może ale rodzic do kawki ciastko czy batonik sobie zje.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju, zdałam sobie sprawę jak ciężko jest zachować zdrowy rozsądek i obronić się przed głosami innych rodziców/ dorosłych. Wiek szkolny jest bardzo ciężki, wiadomo, że dzieci patrzą i porównują, co mają inni, w tym jedzenie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty