"Traktor" - ocena



Uwielbiam wybierać książki dla mojego synka. Najczęściej kupuję przez internet. W sklepie typu empik, większość półek w odpowiednim dziale pomijam, bo... wolę "prawdziwe historie". Taki wiek dziecka. Kupując online jest jeden problem: nie wiesz ostatecznie co otrzymasz. Tak było z książką z serii: Historyjki o pojazdach.
Kuba do znudzenia (mojego) powtarza słowo "kopa ka" z niemym "r" i "thtathth" co oznacza, jak już pewnie się domyślasz, "traktor". Pomyślałam "poszukamy, zobaczymy, zakupimy". Bach! mam dwie książki z serii. Na okładce jednej z nich widzę kolejne, jednak czy zdecyduję się na kolejny zakup?
Książeczka "Traktor", której autorem tekstu jest Bogusław Michalec, delikatnie mówiąc mnie rozczarowała.  Ogólnie temat książki, współpraca traktora i gospodarza, udzielenie pomocy... super. Co jest nie tak? Sposób. Książeczka jest przypisana do działu dla dzieci 0 - 2 lat. Chyba to nakierowało autora by nazywać tytułowego bohatera "traktorkiem" przez całą długość i szerokość książki. Nienawidzę wymuszonych zdrobnień, a tu jest to, jak chlast dla rodzica, ilekroć musi czytać to słowo. Lub zmieniać, jak też uczyniliśmy. W czym problem? Czy słowa traktor, traktorowi, traktorem, nie mogą po prostu wybrzmieć?



Jak już napisałam, traktor jest głównym bohaterem. Dosłownie. Wspaniałomyślnie autor przypisał mu cechy ludzkie. Traktor się zastanawia, zawstydza, wzdycha czy przytakuje.  Idealnie dla tej grupy wiekowej.
Jednak tak naprawdę dobiły mnie powiedzonka, w stylu: "co nagle to po diable". Kto to pisał. Dziad jakiś? Dla kogo ta książka? Dla dzieci dwuletnich i młodszych?! Serio?



Czytamy tą książeczkę Kubie. Chyba tak jak nam, podobają mu się ilustracje Wojciecha Stachyra. Poprawne, dość szczegółowe, proste. Przede wszystkim lubię kolorystykę. Przyjemna dla oka, nie jaskrawa czy mdła, jak to często bywa. Pięknie pokazane kolory lasu czy pola. Uśmiechnięte zwierzęta, puszczają oczko do czytających. I te obrazki, w połączeniu z tak lubionym słowem "traktor", powodują, że książeczkę czytamy raz za razem. Z wyrzuconą połową tekstu i kilkoma słowami pozmienianymi, daje radę.

P.S. "Koparka" czeka, bo miała być elementem prezentu mikołajkowego. Po "Traktorze" aż strach się bać...

Komentarze

  1. Ach, te zdrobienia! A wiesz, że sama mam z tym problem? Tzn. Same pchają mi się pod pióro i potem muszę pracowicie usuwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam kiedyś z tym problem w mowie. Zdrabniałam wszystko! Mama, babcie, panie, koleżanki zdrabniały... mój obecny maż zwrócił mi kiedyś uwagę, że to jest tragiczny zwyczaj i nie jestem dzieckiem a dorosła kobieta. Podziałało, chociaż odzwyczajenie się trwało miesiacami.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty